27.12.2015

Chapter 7 - Ale mam kaca



Rano obudziłam się z wielkim bólem głowy. Typowy kac. Nie wiedziałam gdzie jestem. Leżałam na jakimś obcym łóżku. Spanikowana przetarłam oczy, dostrzegłam Nicki na łóżku na przeciwko mnie. Ona spała sobie w najlepsze. Zdenerwowana zrzuciłam z siebie białą pościel i podbiegłam do przyjaciółki.
    - Nicki wstawaj! - krzyknęłam jej do ucha.
    - Skarbie jeszcze pięć minut - odpowiedziała i nakryła twarz kołdrą.
    - Obudź się do cholery!
Nicki zerwała się z łóżka. Po chwili jednak złapała się za obolałą głowę. Nagle do pomieszczenia wszedł funkcjonariusz i wtedy powoli wszystko zaczynało mi się przypominać. Radiowóz, McDrive, żałosne podrywy w klubie, bluza Briana. Ja wraz z moją kompanką podziękowałyśmy wyrozumiałemu mężczyźnie, który uratował nas przed spaniem na ławce w parku i opuściłyśmy budynek.
    - Ale mam kaca - Nicki ciągle trzymała się za głowę i jęczała.
    - Kurwa moje rzeczy - doszło do mnie, że zostawiłam wszystko w klubie.
Świetnie, jesteśmy sama nie wiem gdzie bez telefonu, bez pieniędzy, bez butów. Nawet nie wiedziałam gdzie jesteśmy. Po prostu zajebiście. Przyleciałam z Barbadosu, nie mam pojęcia gdzie jestem, a Nicki ma takiego kaca, że nie jest w stanie myśleć. Nagle ujrzałam jakiegoś przechodnia.
    - Przepraszam, powie mi pani co to za miasto? - zapytałam, a kobieta spojrzała na mnie z zażenowaniem.
    - Pijaczka, alkoholiczka jedna z drugą! Trzeba było zachować umiar, a nie upić się w trzy dupy i szlajać się po pijaku! - zdenerwowana odeszła.
    - Pff głupie babsko
Szłyśmy z Nicki w imprezowych kreacjach, bez butów pierwszego października po zimnym asfalcie nie wiedząc gdzie. Mijały nas samochody z zażenowanymi kierowcami. No naprawdę zajebiście! Dlaczego wszyscy są tacy bezuczuciowi? Dlaczego nikt nie może się zatrzymać, albo chociaż powiedzieć gdzie jesteśmy i gdzie znajduje się najbliższy przystanek autobusowy. Dziś rozpoczęcie roku. Musimy tam być. Szłyśmy zrezygnowane i błaglanym wzorkiem patrzyłyśmy na kierowców. Niestety na marne.
    - Rih szukaj plusów - pocieszała mnie wracająca do normalności przyjaciółka.
    - Jakich kurwa plusów?!
    - Ej spokojnie! Spędzimy więcej czasu razem - uśmiechnęła się w moją stronę głupawo.
    - Taaa
Dalej szłyśmy bez słowa. Wyglądałyśmy jak bezdomne. Czas dłużył się niemiłosiernie. Tak bardzo chciałam już być w naszym mieszkaniu. Mogłam sobie o tym pomarzyć. Nagle zobaczyłyśmy hamujący samochód. Otworzyła się szyba i wtedy ujrzałyśmy mężczyznę około pięćdziesięciu lat. Facet był elegancko ubrany. Miał czarny garnitur i białą koszulę.
    - A co piękne panie tutaj robią? - zapytał pogodnym głosem.
    - Nie wnikajmy. Podwiezie nas pan? - Nicki walnęła prosto z mostu.
    - Dobrze wsiadajcie - uśmiechnął się.
Ja usiadłam z przodu, a Nicki na tylnym siedzeniu. Podałyśmy adres. Po chwili luksusowe auto ruszyło. Mężczyzna był skupiony na drodze. Jechaliśmy dłuższy czas w ciszy. Chciałam zapytać o coś Nicki, ale w tym momencie usłyszałam jej ciche chrapanie. Świetnie. Facet spojrzał się na mnie i poruszył brwiami.
    - Co powiesz na szybki numerek? - zapytał.
    - Pojebało?! - krzyknęłam. Nie będę się zabawiać z jakimś wąsatym dziadem! - Proszę się natychmiast zatrzymać!
    - Lubię buntowniczki - oblizał się obleśnie.
    - Spieprzaj
Mężczyzna zwolnił i wjechał do lasku. Obleciał mnie strach. Nie bałam się o siebie, bo potrafię radzić sobie z takimi, ale o Nicki. Ona spała, a bardzo ciężko jest ją wybudzić. Facet zatrzymał samochód i zaczął się do mnie dobierać.
    - Powiedziałam spieprzaj. Bierz te łapska, albo pożałujesz! - krzyknęłam i dałam mu w twarz.
    - Niegrzeczna dziewczynka - zaczął napierać na mnie swoim cielskiem.
Krzyknęłam głośno z nadzieją, że Nicki się obudzi. Niestety spała jak zabita. Kiedy facet był prawie nade mną. Wbiłam z całej siły moje długie paznokcie w jego kark, a następnie uderzyłam go w krocze kolanem. Zajęczał i padł na swoje siedzenie. Ja wybiegłam z samochodu i podbiegłam do tylnych drzwi. On prędko wyszedł z auta i złapał mnie za biodra. Jego ręce jeździły po mojej nodze. Uderzyłam go z łokcia w twarz. Mężczyzna nie dawał za wygraną. Jedyne na czym mi teraz zależało, to wydostać Nicki z samochodu. Razem na pewno tak zlałybyśmy tego starego gwałciciela, że już nigdy by nic nie zaliczył. Zaczęłam ponownie krzyczeć i się szarpać. Nagle facet złapał mnie mocno uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Odwrócił się tak, że stał tyłem do auta.
    - Teraz cię mam maleńka - powiedział.
W jednym momencie poczułam uderzenie i poleciałam na kolana. Mężczyzna poleciał jak długi obok mnie. Tak, Nicki przyłożyła mu z drzwi od samochodu. Kopnęła go, po czym podała mi rękę. Usłyszałam łamanie gałęzi. Zza samochodu wybiegł młody chłopak.
    - Kolejny?! Nicki w krocze go! - krzyknęłam.
    - Nie! Ja nie! - chłopak krzyknął i zasłonił dłońmi wcześniej wymienione miejsce.
W tym momencie tamten oblech wstał i złapał mnie za nogę.
    - Jeszcze z tobą nie skończyłem - wstał szybko i zaczął zdejmować mi bluzkę.
    - Zostaw ją, albo pożałujesz - na wprost niego stanął młody chłopak.
    - Niby co mi zrobisz?
    - Zostawisz ją? - zapytał ze złowrogim spojrzeniem. Nawet ja miałam ciarki na plecach.
    - Chyba śnisz, takie sztuki rzadko się zdarzają - już miał przerzucać mnie przez ramię i pakować do samochodu kiedy chłopak wyrwał mu mnie z objęć. Nicki ponownie trzasnęła starucha z drzwi. On skulił się z bólu.
    - Ymm dzięki nieznajomy chłopcze za pomoc - uśmiechnęłam się sarkastycznie. - Dałybyśmy radę same
    - Dokładnie - dodała Nicki.
    - Oj już nie zgrywajcie takich bohaterek, widziałem to przerażenie w waszych oczach - zaczęliśmy iść w stronę drogi.
    - Miałam do czynienia z gorszymi, a ciebie położyłabym szybciej niż myślisz, ale tak czy inaczej dzięki za pomoc - powiedziałam i uśmiechnęłam się. Tym razem szczerze.
    - Nie ma za co - odwzajemnił uśmiech.
    - Dobra laska my spadamy - powiedziała przyjaciółka.
    - Tak, miło się gadało, ale wybacz. Mamy swoje obowiązki - zostawiłyśmy zdezorientowanego chłopaka i poszłyśmy w swoją stronę.
Dopiero później zdałyśmy sobie sprawę dlaczego był zdziwiony. Dwie laski w środku lasu z podartymi sukienkami, poczochrane, bez butów, odpierające atak jakiegoś starego gwałciciela. To był dziwny widok. Kiedy biegłyśmy na boso przez las nie można zaprzeczyć, że bolało. Chciałyśmy wybiec na ulicę. Po szybkim zastanowieniu, poznałyśmy okolice.
    - Nigdy więcej autostopów - powiedziałam do przyjaciółki.
    - Zdecydowanie
Tamtego oblecha więcej nie widziałyśmy. Doszłyśmy wycieńczone do naszego mieszkania. Weszłam do swojego pokoju i padłam na łóżko. Nie miałam na nic siły. Spojrzałam na zegarek. Była jedenasta trzydzieści pięć. Zbladłam.
    - Nicki! - zaczęłam się drzeć i wybiegłam z pokoju.
Przyjaciółka spojrzała na zegarek. Stałyśmy chwilę w bezruchu patrząc się na siebie. Nagle zerwałam się i pobiegłam do łazienki.




⚓ • ⚓ • ⚓
Przepraszam za tak długą nieobecność, ale była ona spowodowana brakiem chęci do pisania. Pod rozdziałami pojawia się zazwyczaj tylko jeden komentarz. Naprawdę komentarze dają taką siłę i motywacje, a napisanie jednego zajmuje kilkanaście sekund. Jeżeli dalej tak będzie, zawieszę bloga.

Obserwatorzy